Rzecz o katolikach w biznesie, którzy widzą więcej, oceniają mądrzej i działają wraz z Jezusem

Falę zainteresowania i komentarzy wywołała polemika Pawła Falickiego z rachunkiem sumienia zawartym w dokumencie „Powołanie lidera biznesu”. Autor „Pułapek rachunku sumienia” dokonuje w swoim opracowaniu krytyki trzech obszarów: stanu państwa polskiego, uwarunkowanej „marksistowsko” katolickiej nauki społecznej oraz treści dokumentu.

Do krytyki państwa polskiego w tym miejscu się nie odniosę, bo choć watykańscy autorzy publikacji z wielką uwagą spoglądają na nasz nadwiślański kraj (przecież inaczej być nie może!), tym oto razem postanowili wydać dokument dla całego Kościoła. Dla Amerykanów, którzy w raporcie Doing Business 2013 zajmują 4. miejsce, dla Polaków na 55. i pewnie także dla Włochów z ich zamiłowaniem do porządku, kryzysem i mafią na 73. A więc dokument nas zachęca do odkrywania zasad uniwersalnych dla wszystkich, bo wypływających z naszej wiary. To pozwoli nam zrozumieć, dlaczego tak mało w nim „konkretów”. To także zaproszenie dla nas, abyśmy odczytywali, co Stolica Apostolska chce nam powiedzieć tu i teraz. Jestem przekonany, że właśnie dzięki rzeczowym dyskusjom łatwiej będzie nam odnieść treść „Powołania lidera biznesu” do realiów naszego życia i naszego powołania do przedsiębiorczości.

Drugim zarzutem postawionym przez Pawła Falickiego jest rzekome trwanie katolickiej nauki społecznej w dyskursie marksistowskim. Pewne stwierdzenia pozwalają domniemywać, że uważa KNS za jego pobożną wersję. Barwne słowa i erudycja mówcy na wskroś przeszyły katolicką naukę społeczną. Czy biedaczka po owym ciosie jeszcze się podniesie? Czy choćby ostatnie słowo wypowie?

Prowokacja: czy Jezus był marksistą?

Spójrzmy dociekliwie na działalność Jezusa, zwracając uwagę na pewne szczegóły. Początek Jego działalności publicznej to pierwsze uderzenie w rynek. Producenci wina z Kany Galilejskiej odnotowują spadek popytu na skutek lekkomyślnej działalności cudotwórczej (J 2,1–11). Kolejny fragment Ewangelii św. Jana (J 2,14n) opisuje, jak Jezus wystąpił wprost przeciwko ludziom biznesu, pozbawiając ich miejsca sprawowania działalności bez należytego okresu wypowiedzenia i w sposób nacechowany niechęcią i agresją. Trzeba przyznać, że na początku swojej działalności promotorem wolnego rynku i fanem przedsiębiorczości niestety nie był…

Potem, na przykład nad Jeziorem Galilejskim, było już tylko gorzej. Należy przypuszczać, że przedsiębiorczy Żydzi nie mogli nie wykorzystać w celach zarobkowych wzrostu ruchu pielgrzymkowego w okolicy (Mt 14,15). A jednak piekarze krociowych zysków nie ujrzeli. Przeciwnie, można domniemywać, że przygotowani na wzrost popytu pozostali z tonami niesprzedanego chleba. Innym razem Jezus wprowadził nieuczciwą konkurencję za pomocą dotacji w postaci cudownego połowu dla gospodarstwa rybackiego niejakiego Szymona Piotra (J 21,6.11 – na marginesie zauważmy, że biurokracja już wtedy wymagała rozbudowanej sprawozdawczości: ryb było 153).

Jezus dał się poważnie we znaki prywatnej służbie zdrowia, lecząc skutecznie i za darmo. Na przykład uzdrowił stałą klientkę wszystkich okolicznych lekarzy („całe swe mienie wydała na lekarzy” Łk 8,43). Nawet branża pogrzebowa nagle straciła klientów – co dość niespotykane w tym fachu — na skutek wskrzeszenia córki Jaira (Mt 9,25) czy młodzieńca z Nain (Łk 7,14). W swoim nauczaniu nie poparł działalno