ks. Grzegorz Piątek

Kilka tygodni temu mogłem odwiedzić moich zakonnych współbraci pracujących na Przydniestrzu. Odbyłem podróż w rejon leżący pomiędzy Ukrainą a Mołdawią, którego nie reklamują biura podróży. Mogłem zobaczyć ludzi żyjących w tym dziwnym, bo oficjalnie nieistniejącym kraju. Rości sobie do niego pretensje Mołdawia, ale nadal stacjonuje w nim Armia Czerwona, chroniąca jak zwykle pokoju i ustanowionego przed laty międzynarodowego ładu. Jadąc główną drogą wijącą się setkami kilometrów wzdłuż malowniczego Dniestru, snułem rozważania m.in. nad przedsiębiorczością.

Rozmyślania te dotyczyły najpierw moich współbraci. Są jedynymi katolickimi księżmi pracującymi w tym rejonie. Starają się odtworzyć — jak w przypadku historycznego Raszkowa — lub stworzyć na nowo — jak na przykład w Tiraspolu lub Benderach — struktury Kościoła katolickiego. W ciągu ostatnich kilkunastu lat zdołali wybudować lub odnowić kilka kościołów. Przy każdym z nich zorganizowali kuchnie dożywiające steki osób starszych i dzieci, stacje medyczne i świetlice dla zaniedbanych dzieci. Stworzony w ten sposób system opieki pozwala zaspokoić najbardziej elementarne potrzeby miejscowej ludności, pozbawionej niejednokrotnie innej, niż kościelna, pomocy. Rzecz jasna, jest też punktem wyjścia do ewangelizacji, zwłaszcza młodego pokolenia, które wyrasta w rejonie zniszczonym przez komunizm, a obecnie opanowanym przez mafie.

Trudno uwierzyć, że w stosunkowo niewielkiej odległości od Polski (to ok. 1000 km), tak wiele osób nie jest w stanie zadbać o swoje podstawowe potrzeby. Żyją one w systemie, który albo zabił ducha przedsiębiorczości, albo zmusza do wejścia w korupcyjne układy, będące karykaturą wolnej gospodarki i spychające większość obywateli na margines. Dlatego tak wielu ludzi musi stamtąd emigrować. Szukają chleba w Moskwie, Kijowie, Kiszyniowie i w Zachodniej Europie. Na miejscu pozostają staruszkowie i dzieci.

Powrót do Polski pozwolił lepiej zrozumieć definicję przedsiębiorczości sformułowaną przez Jana Pawła II. Mówił, że jest to „twórcza podmiotowość obywateli”. Jeśli podróże kształcą, to między innymi dlatego, że pozwalają docenić to, co człowiek posiada. A my w Polsce, choć nie bez trudności, możemy twórczo wpływać na nasz los.