Pascha Chrystusa stanowi istotę wiary każdego chrześcijanina. Jest źródłem, które pozwala nam doświadczyć wielu łask przez cały rok eucharystyczny.
Czy żyję od Paschy do Paschy? Z pewnością powinienem. Przypomina mi o tym Wielki Post. Jednak świat wciąga mnie tak bardzo, że co roku zapominam, jak ważne jest, aby dobrze przygotować się do Świąt Zmartwychwstania Pańskiego, jedynej nocy, gdy nie można spać, gdzie należy czuwać, bo być może przyjdzie sam Chrystus.
Zwykle nie żyjemy od Paschy do Paschy. Jedni żyją – od wypłaty do wypłaty. Drudzy od podpisania spektakularnego kontraktu, do kolejnej umowy, czyli od sukcesu do sukcesu. Może ktoś żyje od kupna jednego samochodu do kupna następnego. Od wakacji do wakacji. Albo od mistrzostw świata w piłce nożnej, do kolejnego mundialu.
Zmartwychwstanie Chrystusa jest osią naszej wiary. „A jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara.” (1Kor 15,14) – pisze Św. Paweł. To prawda, każdemu Chrystus przygotował już Paschę. Inną sprawą pozostaje tylko to, czy należycie się do niej przygotowaliśmy, aby czerpać z jej bogactwa.
Zaczyna przerażać mnie, że w zasadzie zaciera się różnica między obchodzeniem Świąt Wielkanocnych przez chrześcijan i pogan. Obchody można sprowadzić w zasadzie do tego samego mianownika: posprzątać, najeść się, odpocząć. Dlatego obserwując siebie nawzajem, przygotowujących się do świąt, trudno dziś odróżnić, kto jest chrześcijaninem. Wszyscy w pośpiechu załatwiają ostatnie sprawy, pucują okna, strzygą trawniki, szturmują supermarkety, aby oddać się później orgii obżarstwa, grillowania, a nawet pijaństwa, ewentualnie potem idą na spacer czy jeżdżą na rowerze. Na tym koncentrują się przygotowania do Paschy. Najsilniejszymi tradycjami są chyba święcenie pokarmów i śmigus dyngus, jeśli pogoda pozwoli.
Oczywiście nie zamierzam tutaj nikogo osądzać, bo sam przez lata, przed tym gdy spotkałem Chrystusa, właśnie tak spędzałem wszystkie święta, bez świadomości tego, jak bardzo są one w stanie zmieniać moje życie. Dlatego dziś wiem, że dobrze przeżyć, to dobrze przygotować się. Tylko wówczas może Bóg otworzyć ludzkie ucho i serce.
Podczas tej Paschy słyszałem tylko jedną rzecz: że człowiek jest powołany do miłości. Co to znaczy? Już w pierwszym czytaniu Wigilii Paschalnej Bóg objawia nam bogactwo swojej natury. W opisie stworzenia świata w Księdze Rodzaju, gdy kierowany ogromną miłością Bóg Ojciec dokonuje ukoronowania dzieła stworzenia w osobie człowieka, mówi: „Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam” (Rdz 1,26). Bóg ujawnia więc Trójcę Świętą, już wtedy przepowiada Chrystusa. Jak wielka musi być miłość Boga, skoro jak przed założeniem świata już myślał o człowieku, tak i przy stworzeniu miał już gotowy plan ratunkowy dla niego.
W jaki sposób człowiek może odwzajemnić tę miłość? Pięknem celebracji świąt? Nie oszukujmy i nie przeceniajmy się, Bóg tego nie potrzebuje, jako byt doskonały, nie stanie się przez to jeszcze bardziej święty. Jedyną naszą odpowiedzią może być: posłuszeństwo. Zaskoczenie? Jasne, żyjemy w czasach, gdy każdy ma własne zdanie, robi wszystko po swojemu, a posłuszeństwo jest oznaką słabości, poddania się, porażki. Jednak bez posłuszeństwa nie byłoby tych wszystkich wielkich nocy w historii zbawienia, Abraham nie złożyłby w ofierze Izaaka, i dorosły Izaak nie dałby się złożyć w ofierze Panu, Żydzi nie weszliby w toń Morza Czerwonego, nie byłoby proroków, nie ziściłoby się zwiastowanie i nie dopełniłaby się ofiara na Krzyżu.
Chyba właśnie posłuszeństwo spowodowało, że Zmartwychwstały Chrystus ukazał się wpierw kobietom. One są zwykle bardziej posłuszne. Usłyszały, zobaczyły, uwierzyły i przekazały dalej, bez zbędnego szemrania. Mężczyźni się przestraszyli, zaparli, a potem nie poznali Pana.
Nasycony paschalną miłością pragnąłem, aby ten stan trwał jak najdłużej, obiecywałem sobie, że teraz na pewno nie dam się wyprowadzić z równowagi. Niestety pierwszego roboczego dnia miałem odebrać buty z reklamacji. Producent na jakiejś odbitce ksero objaśnił mi, że moje 7‑letnie dziecko celowo w ciągu 2 miesięcy zniszczyło buty, nie powiadamiając o ich początkowych wadach, co spowodowało ich pogłębienie. Innymi słowy panienka ze sklepu próbowała mnie przekonać, że dziura w lewym bucie, spowodowała odlepienie się podeszwy w obuwiu prawym. I tak znów zacząłem się zachowywać jak Barabasz…