Wróciło siedemdziesięciu dwóch z radością… (Łk 10,17).

Kiedy w 2009 roku TALENT zorganizował spotkanie dla przedsiębiorców w hotelu w Bielsku-Białej, na drzwiach wynajętej sali zobaczyliśmy informację: „Duszpasterstwo przedsiębiorców. Prezentacja produktu”. To wspomnienie powróciło do mnie dzisiaj rano, kiedy na zaproszenie jednego z członków międzynarodowej organizacji biznesowej uczestniczyłem w jej cyklicznym spotkaniu. Miałem 30 sekund na „zaprezentowanie produktu”.

Przez dłuższy czas zastanawiałem się, co mam tam powiedzieć. Potem zawierzyłem tę sprawę na modlitwie i położyłem się spać. Rano, na godzinę przed zaplanowanym spotkaniem, miałem ułożony plan prezentacji: anegdota, kilka zgrabnych zdań, odwołanie się do uczuć (zwłaszcza kobiet), ciepłe zaproszenie na talentowe spotkania. Wszystko tak przemyślane, aby błysnąć, zostać zapamiętanym i takie tam inne bzdety.

Po zaparkowaniu samochodu przed elegancką restauracją, w której miało odbyć się spotkanie, zobaczyłem przez okna lokalu współczesnych ludzi biznesu. Byli uśmiechnięci, rozgadani, otwarci i pełni życia (pomimo wczesnej pory). Pomyślałem, że jako 60-latek z nadwagą nie pasuję do tego grona. Na dodatek mam tam wejść jako katolicki ksiądz prawdopodobnie pierwszy raz od początku istnienia tej organizacji. Chciało się zaśpiewać z Sienkiewiczem (nie tym noblistą) „Co ja tutaj robię?”. Mimo to wszedłem. Nie było mnie na liście gości, ale i tak musiałem zapłacić za najdroższe w moim życiu śniadanie. Przez chwilę nawet wahałem się, czy nie wyjść po kanapkę do najbliższej Żabki. Wstyd jednak przeważył i wysupłałem odpowiednią kwotę (odpowiednik co najmniej pięciu kostek 82% masła; no, ale, kto nie smaruje, ten nie jedzie).

Potem już było tylko miło i kulturalnie. Przedstawiałem się, przekazywałem talentowe wizytówki, dowiadywałem się o biznesowym zaangażowaniu uczestników spotkania, popijałem poranną kawę. Gdy rozpoczęła się oficjalna część, podziwiałem profesjonale prowadzenie, ciekawe prezentacje, zobaczyłem różnorodność zainteresowań i prowadzonych działalności. W sumie dało to obraz zróżnicowanej, ale świetnie zorganizowanej grupy, która spotyka się, aby skutecznie wspierać się w biznesie. Można się od tych ludzi wiele nauczyć m.in. szacunku dla ofiarowanego sobie czasu, konkretnego określania potrzeb, otwartości, umiejętności zaprezentowania posiadanych atutów i wiedzy.

Gdy przyszła kolej na moje wystąpienie, wszystko poszło jak z płatka. Nie mówiłem według przygotowanego wcześniej planu, a jednak przekazałem to, co istotne, co w danej chwili miało dotrzeć do zebranych. Powiedziałem kogo reprezentuję (Zgromadzenie Księży Sercanów i Duszpasterstwo TALENT), branżowo określiłem się jako „ubezpieczenia na życie wieczne”, a następnie przedstawiłem warunki uzyskania wypłaty z ubezpieczenia: dostarczanie dobrych dóbr, organizowanie dobrej i wydajnej pracy i sprawiedliwe dzielenie zysków. Wszystko, o czym mówi Papieska Rada Iustitia et Pax w dokumencie Powołanie lidera biznesu. Refleksja. Zakończyłem zaroszeniem do zapoznania się z najnowszym „produktem” TALENTU, a mianowicie kursem odnowy wiary dla przedsiębiorców → „Śladami Zacheusza”.

Kurs „Śladami Zacheusza”

20 lutego @ 18:0020:00

Efektem wystąpienia była u mnie radość i wewnętrzny spokój. Czułem, że nie jestem w tym wszystkim sam. Kiedy wieczorem w klasztornej kaplicy odmawiałem Godzinę czytań z Liturgii Godzin uderzyła mnie trafność słów starożytnego autora homilii, który stwierdzał: „Wieloma różnymi drogami prowadzi Duch Święty tych, którzy zasłużyli być dziećmi Boga i odrodzić się z Ducha Świętego, tych, których Chrystus wewnętrznie oświeca i umacnia. Sercami ich kieruje delikatnie łaska i duchowy pokój” (Liturgia Godzin, t. III, s. 130). Po prezentacji mogłem też rozmawiać z ludźmi, spotkać się na rozmowie bez pośpiechu i poczuć, że dotarł do nich pozytywny przekaz, że zobaczyli szerszą perspektywę swojego działania zawodowego. Zostałem też poproszony o rozwinięcie niektórych wątków i ustosunkowanie się do niektórych moralnych dylematów współczesnych przedsiębiorców.

Czy odpowiedziałem na potrzeby zebranych? Trzeba by ich zapytać. Do nas należy sianie słowa z zapałem i śmiałością (gr. paresia). Ta ostatnia jest cnotą niezbędną dla każdego ucznia Pańskiego. Bez niej trudno wyjść ze strefy komfortu i pójść do świata, przełamując lęki i opory. Jeśli dodać do tego pokorę i zaufanie Bogu, to można liczyć na wypełnienie misji. Reszta zależy od Pana. „Gdy jest dzień bitwy, należy osiodłać konia, ale zwycięstwo zależy od Pana” (Prz 21,31).
Zakończę modlitwą cytowanego już autora z IV wieku: „Prośmy zatem i my Boga, błagajmy z miłością i mocną nadzieją, aby udzielił nam niebieskiej łaski Ducha Świętego. Niech Duch Święty nami rządzi, niech prowadzi ku wypełnianiu całej woli Bożej, niech nas orzeźwia obfitością swego pokoju, abyśmy dzięki łasce owego kierowania i prowadzenia zasłużyli dostąpić doskonałości pełni Chrystusa według słów Apostoła: «Abyście napełnieni zostali całą pełnością Bożą»” (Liturgia Godzin, t. III, s. 131).