Gdy umrę Chrystus nie spyta się mnie o zyski. Spyta się mnie, co zrobiłem dla bliźnich, których postawił na mojej drodze. Czy to co robiłem, jak robiłem, a także bogactwo, które wypracowałem pomogło ludziom, czy ich przybliżało do Niego. Sam czas jaki wiele osób poświęca organizowanej pracy stwarza mi szczególną możliwość dania ludziom nadziei. Tak rozumiana przedsiębiorczość jest bez wątpienia istotnym elementem mojego uświęcania, mojego powołania.
By zmienić świat…
Cnota Nadziei zmienia świat na lepszy, bardziej chrześcijański. Jednak główną przeszkodą w tej przemianie są nasze serca. Trzeba zacząć od siebie: walczyć o lepszą wersję samego siebie, a nade wszystko o coraz silniejszą osobistą więź z dawcą wszystkiego, z Chrystusem. Bezustannie żyć w Jego obecności, nie tylko wierzyć, że jest, ale uwierzyć Mu. Uwierzyć w obietnicę zbawienia i w to że wszystko co w życiu mnie spotyka ma sens i — jeśli tylko tego nie spartaczę — służy mojemu dobru. Konieczna jest ciągła, codzienna walka z moimi słabościami i wadami, za które tak często obrażam się na mojego Zbawcę.
By zmienić firmę…
Wierzę, że troska o ludzi nie ma być realizowana mimo bycia przedsiębiorcą. Wierzę, że przedsiębiorczość może być jej formą. Wierzę, że Kościół Święty pokazał mi drogę jak to osiągać poprzez swoją naukę społeczną, a zwłaszcza dokument „Powołanie Lidera Biznesu”. Ludzie — klienci, pracownicy, dostawcy, urzędnicy itp — będą mogli być lepszymi jeśli moja firma będzie dbać o produkty, które dostarcza, o ludzi którzy je tworzą i o zyski które dają materialną podstawę naszej egzystencji. Nie dzieje się to jednak samo z siebie, za sprawą mniej lub bardziej niewidzialnej ręki rynku. Dobry produkt nie tylko ma zaspokajać potrzeby klientów. Dobry produkt powinien być… Dobry, ubogacający klienta. Ma on człowieka robić bardziej ludzkim. Za mało jest stwierdzić, że w tym co robię nie ma nic złego. My musimy widzieć, co z naszych produktów i działań płynie dobrego.
Dobre produkty dają pracownikom siłę, motywują do dobrej pracy, ale czy ja jej nie marnuję? Czy umiem tak zorganizować pracę, by była ona jak najbardziej efektywna? Miarą dobrego zarządzania jest to, czy moi pracownicy sami szukają sposobów na usprawnienie pracy. Czy dzięki ich wysiłkowi jest ona coraz bardziej wydajna, lepiej wykonywana, tworząca coraz więcej wartości dodanej, za którą klienci chcą płacić więcej. A może widzę, że praca będzie dobrze wykonana tylko jeśli ją przypilnuję? Ufaj i kontroluj? Jeśli tak, to znów zawodzę, znów problemy otoczenia mają źródło we mnie. Znów zabrakło wiedzy i umiejętności, znów wzywam imienia Pana Boga mego nadaremno mówiąc, że powierzam się Duchowi Świętemu zamiast dobrze wykonać swoją robotę menadżera. Ale gdy uwierzę Bogu i oprę organizację na zaufaniu, to owoce mnie zawsze zaskakują. Zapał do pracy, samodzielne rozwiązywanie problemów są codziennością. Nie tylko nie wszystko jest na mojej głowie, ale także wcale na szczycie nie jestem sam!  Zaufanie to jednak nie sentymentalne dawanie ludziom serca na dłoni, ale sięganie po mądrość i wiedzę dotyczącą relacji międzyludzkich. Ufaj i wymagaj. W końcu t