Biznes jest jak uprawianie ogrodu

Autor | Dodano
Kategorie: Aktualności, Etyka biznesu, Inne, Nowe, slider | Tagi: , , , ,

Rozmowę z Włodzimierzem Berezińskim, przeprowadziła Katarzyna Chapman-Kłusek.

Rok 2018 był dla ogrodnictwa wyjątkowo hojny, przynajmniej w zakresie upraw i zbiorów. We wszystkich rankingach plony przekroczyły rekordowe notowania. Wszystkie owoce miękkie, szczególnie porzeczki i maliny, przerosły zeszłoroczne zbiory. Podobnie rekordowe, najwyższe w historii Polski, były zbiory jabłek. Niestety jednak obfitość plonów nie przekłada się w Polsce na dochody przedsiębiorców i ogrodników. Ceny skupu w roku 2018 osiągnęły „ekonomiczne dno” daleko niższe niż koszty produkcji. W przypadku aronii nie było możliwości sprzedaży nawet po najniższych cenach i bardzo duża część owoców pozostała niezebrana.

Trudności ekonomiczne ogrodników i rolników w Polsce nabrzmiewają już od kilku lat. W Polsce – w przeciwieństwie do większości zachodnich krajów europejskich – brak spójnej polityki regulującej produkcję i skup płodów ziemi.

Wydaje się, że w wielkich aglomeracjach mało się o nich mówi. Tymczasem to właśnie one są głównymi odbiorcami dóbr ziemi. Kwestie sprawiedliwych zapisów prawnych i zapewnienie możliwości uczciwej działalności gospodarczej powinny leżeć na sercu każdemu mieszczuchowi, a jeszcze bardziej ustawodawcom.

Przyglądając się temu rynkowi, widać ogromną lukę prawną i zarządczą, wieloletnie zaniedbania, które stawiają polskich przedsiębiorców w sytuacji niemal kompromitującej w porównaniu z przedsiębiorcami zachodnimi.

Z taką sytuacją, jej przyczynami, skutkami ale też możliwościami, każdego dnia zmaga się pan Włodzimierz Bereziński. Przedsiębiorca, ogrodnik, głowa dużej, wielopokoleniowej rodziny oraz świecki opiekun TALENTU w Tuszynie koło Łodzi.

Pan Włodzimierz, choć jest posiadaczem rozległych plantacji upraw aronii, porzeczek czarnych i jabłek oraz roślin ozdobnych (iglastych i liściastych), mimo olbrzymiego potencjału produkcyjnego, jest przepełniony troską o dalsze losy swojego przedsiębiorstwa.

Wykorzystując wiedzę i doświadczenie pana Włodzimierza, postanowiłam zadać kilka pytań u źródła i podzielić się tą wiedzą z członkami TALENTU i wszystkimi, którym dobro polskich przedsiębiorców leży na sercu.

Jakie są powody niskich cen skupu owoców miękkich w Polsce?

Nie jest to zjawisko jednorazowe, od wielu lat ceny skupu owoców są na niskim poziomie. Rzeczywiście obecny rok jest katastrofalny. Wielu dużych przedsiębiorców od kilku lat nie pokrywa kosztów produkcji , nie mówiąc już o zyskach. Głównym powodem jest tegoroczna nadprodukcja owoców miękkich i jabłek. Taka sytuacja pozwala podmiotom skupującym dyktować dowolne ceny, tym bardziej, że większość z nich pozostaje w rękach zagranicznego kapitału. Paradoksem jest, że te same firmy w krajach zachodnich płacą swoim dostawcom za te same owoce nawet dwukrotnie więcej.

Równie ważnym powodem jest brak siły negocjacyjnej polskich producentów wobec dyktatu podmiotów skupujących. Przyczynę tego stanowi rozdrobnienie polskich producentów, brak ich zjednoczenia w zrzeszeniach branżowych, np. tylko ok. 5% polskich producentów owoców miękkich przynależy do takich zrzeszeń. Bez wspólnej, silnej pozycji przetargowej, rozdrobnieni producenci z konieczności godzą się nawet na najniższe ceny.

Czy wielkość przedsiębiorstwa produkcyjnego pomaga przetrwać i nadrobić straty?

Paradoksalnie wielkość przedsiębiorstwa nie zawsze pomaga. Często mali przedsiębiorcy mają dużo niższe koszty: nie uwzględniają kosztów amortyzacji plantacji i maszyn, część prac wykonują własnymi środkami, nie płacą za podwykonawstwo, wynajem maszyn czy ludzką pracę. Godzą się na najniższe ceny skupu, które przynajmniej pokrywają koszty zbioru, a tylko częściowo koszty wytworzenia. Tego już nie mogą zrobić więksi plantatorzy, którzy muszą znieść najniższe ceny i opłacić wszystkie zobowiązania.

W jaki sposób radzi Pan sobie z utrzymaniem przedsiębiorstwa w trudnych okolicznościach cenowych?

Prowadzenie biznesu jest jak uprawianie ogrodu. Trzeba dużo cierpliwości, spokoju, ale też determinacji i wiedzy.

Zawsze prowadziłem przedsiębiorstwo dynamicznie. Obserwując rynek i jego zapotrzebowanie, aby zapewnić rentowność, starałem się wprowadzać bardziej atrakcyjne produkty, zmieniając profil gospodarstwa. Były już warzywa w gruncie, warzywa i kwiaty cięte pod osłonami (szklarnie, namioty) i inne. W obecnej sytuacji widzę nikłe szanse na poprawę rentowności produkcji owoców miękkich przeznaczonych do przetwórstwa. Dlatego szukając nowych rozwiązań, widzę pewną szansę na uprawę owoców deserowych pod osłonami, np. malin, truskawek i borówek.

Pomimo druzgocących wyników finansowych tego roku, muszę, posiłkując się kredytem, inwestować i zakładać nowe uprawy prowadzone w nowoczesnej technologii, licząc na marżową sprzedaż. Przygotowuję inwestycję uprawy malin deserowych w wysokich namiotach foliowych na powierzchni 1,5 ha. W niedalekiej przyszłości planuję posadzić również plantację borówki amerykańskiej.

Minister Ardanowski podkreśla, że jednym z błędów jest produkcja nie zważająca na zapotrzebowanie. Zachodni rolnicy produkują tylko tyle, ile są w stanie sprzedać. Co sprawia, że polscy producenci nie zważają na zapotrzebowanie rynku?

Jak już wcześniej wspomniałem, spowodowane jest to brakiem regulacji prawnych, a konkretnie mam na myśli brak wieloletnich umów kontraktacyjnych, gwarantujących poziom minimalnych cen i wielkości skupu. Funkcjonowanie takich umów spowodowałoby w perspektywie kilku lat uregulowanie rynku na zasadzie: mam zapewniony zbyt – zakładam plantacje, brak zbytu – likwiduję uprawy.

Inną błędną regulacją w obliczu nadprodukcji jest wciąż aktualna możliwość uzyskania dofinansowania na zakładanie nowych plantacji zamiast na ich likwidację, co usilnie od dłuższego czasu postulują nasze organizacje branżowe. Kolejnym błędem było wspieranie przez nasze Państwo produkcji ogrodniczej na konkurencyjnej Ukrainie. Skutki tej decyzji już odczuwamy.

W wielu wywiadach z panem Krzysztofem Ardanowskim słyszymy, że najlepszą receptą na regulację cen jest stworzenie w Polsce holdingu, który gwarantowałby przynajmniej skup po minimalnej cenie. Co Pan sądzi o tym rozwiązaniu?

Szkoda, że w przeszłości rząd prawie za bezcen sprywatyzował generalnie wszystkie zakłady przetwórcze, a też ma koncepcję na utworzenie holdingu spożywczego, który – jak przewiduje minister – ustabilizuje rynek rolny i wesprze pozycję rolnika na rynku żywności. Idea poniekąd słuszna, bo już wcześniej mówiłem, że konieczna jest przynajmniej częściowa interwencja państwa na tym rynku. Sądzę jednak, że ta pozytywna koncepcja będzie trudna w realizacji, bo jest nie po myśli olbrzymiego lobby przemysłu przetwórczego, który wspiera się światowymi kancelariami prawnymi. Po drugie – taki holding płacąc wyższe ceny, może być niekonkurencyjny na rynkach światowych. To tylko moja teza, ostatecznie nie czuję się na siłach oceniać szanse tej koncepcji, ale ja i moi koledzy mocno kibicujemy, aby znalazły się rozwiązania skutecznie poprawiające sytuację rynkową ogrodników.

Odchodząc od tematu cen, chciałam Pana zapytać, skąd ta pasja ogrodnicza? Jak to się wszystko zaczęło?

Ogrodnictwo mam we krwi. Pierwsze uprawy założył mój ojciec. Już jako małe dziecko pomagałem mu i uczestniczyłem we wszystkich pracach ogrodniczych. Mój ojciec był twardym i zdecydowanym człowiekiem, prowadził ten biznes z wielką pasją i zaangażowaniem. Nie miał mojej wiedzy ani wykształcenia ogrodniczego, ale miał wielkie wyczucie biznesowe, które mi przekazywał. Czasy były trudne, ojciec nazywany był kułakiem, zmagał się z władzą ludową, ale ogólnie interes był bardziej dochodowy niż obecnie. Idąc tymi śladami, skończyłem technikum ogrodnicze, później studia na wydziale ogrodniczym na SGGW i na zawsze związałem moje życie z uprawą roślin i owoców.

Sądzę, że ogrodnictwo nie ma przed Panem żadnych tajemnic?

Przeciwnie! Ciągle się uczę. Mam już swoje lata, ale każda nowa uprawa jest dla mnie wyzwaniem, wkładam w nią masę energii. Teraz uczę się uprawy malin, do tej pory nie były moim głównym punktem zainteresowań. Jednak dostrzegam, w porównaniu z innymi uprawami, pewien potencjał w uprawie tej rośliny z przeznaczeniem na owoce deserowe. Przyszły rok będzie sprawdzianem tej inwestycji. Z natury jestem optymistą i wierzę w powodzenie tego przedsięwzięcia.

Jakie inne uprawy ma Pan w swoim przedsiębiorstwie?

Nasze gospodarstwo jest wielokierunkowe i ta dywersyfikacja upraw w trudnych realiach dotyczących owoców miękkich czasami jest ratunkiem dla nas. Oprócz aronii, porzeczki czarnej, jabłoni i roślin ozdobnych mamy też uprawy drzewek bożonarodzeniowych. Jedną z naszych działalności, która obecnie jest dochodowa, jest zakładanie terenów zielonych przy nieruchomościach (ogrody przydomowe i przy obiektach przemysłowych). Mam duże doświadczenia z nowatorskimi uprawami dla przemysłu farmaceutycznego. Mamy jako jedyni w Polsce towarowe uprawy cisa pospolitego na potrzeby przemysłu farmaceutycznego. Opracowaliśmy technologię uprawy wiesiołka dwuletniego jako rośliny jednorocznej i nauczyliśmy tej uprawy rzesze rolników, przekazując im materiał siewny i agrotechnikę uprawy. Szczególną moją miłością była aronia. Mogę powiedzieć z pewną dumą, że wraz z moimi kolegami nazywamy się ojcami tej rośliny, zakładając jeszcze w latach 70. jej pierwsze plantacje w Polsce. Opracowaliśmy technologię wegetatywnego rozmnażania aronii , w naszych gospodarstwach wyprodukowaliśmy pierwsze partie sadzonek do zakładania plantacji towarowych. Zakłady przetwórcze w tym czasie nie były zainteresowane przetworami aronii, nie doceniając jej cennych właściwości. Dlatego w 1988 roku wraz z kilkoma entuzjastami aronii założyliśmy farmaceutyczną firmę AGOPHARM, która z aronii produkowała barwnik spożywczy i suplement diety ARONOX do sprzedaży w aptekach. W tej samej firmie, w technologii unikalnej w skali światowej, tłoczyliśmy „na zimno” olej z nasion wiesiołka, który kapsułkowany miał status leku o nazwie OEPAROL. AGROPHARM z pędów cisa wytwarzał paclitaxel jako półprodukt do dalszej produkcji leku przeciwnowotworowego. W 2010 roku moja przygoda z AGROPHARMEM się skończyła, wspólnicy przegłosowując mnie, zdecydowali o jej sprzedaży polskiemu koncernowi farmaceutycznemu ADAMED.

Jesteśmy w sali, w której otaczają nas flakoniki, kosmetyki, kremy, balsamy, cały niezbędnik kobiecej toalety. Czy to kosmetyki oparte na plonach z Pana upraw?

Oprócz upraw ogrodniczych mamy też małą rodzinną firmę kosmetyczną. Posiadamy całą infrastrukturę i technologię niezbędną do wytwarzania kosmetyków. Powoli rozbudowujemy asortyment. Zaczęliśmy od kremów na bazie aronii i wiesiołka, ale nieustannie poszukujemy nowatorskich składników aktywnych. Obecnie na topie światowym jest śluz ślimaka i w naszej ofercie też już mamy linię kosmetyków na bazie śluzu ślimaka, którą poszerzamy o nowe pozycje.

Głową tej gałęzi biznesu jest moja córka, to ona najbardziej zajmuje się jego rozwijaniem.

Czy w obliczu tak dużej konkurencji i wielkich sieci kosmetycznych w Polsce jest jeszcze miejsce dla drobnego producenta? Jak udaje się Panu prowadzić to przedsięwzięcie?

Rzeczywiście, jest to trudny rynek. Duże sieci kosmetyczne stanowią wyzwanie dla mniejszych producentów. Największą trudność widzę we wprowadzeniu kosmetyków do sieci handlowych, aptek czy drogerii. Mimo że jakością często przewyższają produkty znanych marek, wejście i utrzymanie produktu na półce stanowi ogromne wyzwanie. Ze względu na trudności z przebiciem się na rynku kosmetycznym ratujemy się produkcją usługową, opracowując receptury i wytwarzając kosmetyki w produkcji kontraktowej dla innych firm. Produkcja usługowa jest zdecydowanie mniej rentowna, dlatego aby firma przetrwała i utrzymała się na rynku, musimy bezwzględnie zwiększyć sprzedaż własnych kosmetyków. Usilnie nad tym pracujemy, na razie bez większych sukcesów.

Pana przedsiębiorstwo jest biznesem rodzinnym. Jak udaje się Panu pogodzić tak wiele ról i obowiązków?

Nie jest to zadanie łatwe, ale przez wiele lat z Bożą pomocą dawałem radę. Obecnie coraz więcej swoich obowiązków rozdzielam na członków rodziny, którzy przejmują funkcję liderów w poszczególnych obszarach naszych działalności, a nasi wspaniali pracownicy wspierają ich swoim doświadczeniem i wiedzą. Może nieskromnie to zabrzmi, ale nadal się cieszę rodzinnym autorytetem, który pozwala mi rozstrzygać sporne kwestie z korzyścią dla wszystkich. Ufam, że Pan Bóg, przy naszej determinacji, pobłogosławi wysiłkom i pozwoli wyprowadzić przedsiębiorstwa z kryzysu.

 

Podziel się:

O autorze



Dodaj swój komentarz

Komentarze niepodpisane imieniem i nazwiskiem nie są publikowane.

© 2011 Duszpasterstwo Talent. All rights reserved.