recenzja książki Macieja Osucha

„Pan Bóg dał nam dziesięć prostych zasad, według których powinniśmy żyć. Czy są one jednak takie proste? Siódma zasada mówi: ŤNie będziesz kradłť (Wj 20,15)”.

Małe, większe i największe, czyli też byłem złodziejem – wyznania szanowanego obywatela. Niezwykle trafny podtytuł podpowiada czytelnikowi, czego po lekturze może się spodziewać. Z całą pewnością nie jest to książka lekka, łatwa i przyjemna, co bez wątpienia jest jej atutem.

Autor w sposób dotąd niespotykany prezentuje czytelnikowi, jak niewiele może dzielić sprawcę małych, „nieszkodliwych”– w jego mniemaniu kradzieży – od tego, który w oczach społeczeństwa dopuszcza się tych największych.

Małe??? – „Pierwszy raz zwróciłem uwagę na tę kartkę papieru do kserokopiarki po wielu latach mojej pracy. Dlaczego właśnie na kartkę papieru? Dlaczego po wielu latach? Nie wiem. Pracował kiedyś ze mną kolega – Andrzej. Gdy potrzebował skopiować coś na dla siebie, to po prostu szedł w czasie pracy do kserokopiarki, brał tyle kartek, ile było mu potrzeba, i kserował. Kserował jedną stronę, kserował artykuły prasowe, aż wreszcie kserował książki – do domu, na studia, dla znajomych. I wszystko było fajnie. Nigdy nie zastanawiał się nad tym, że to, co nazywał braniem kartek, było po prostu kradzieżą. Nie pytając właściciela o pozwolenie, zużywał jego kartki, jego kserokopiarkę i jego toner. Właściciel płacił za prąd i czas Andrzeja… poświęcony kserowaniu” (s. 15).

Większe??? – „Poczytny dziennik zamieścił w Internecie, że policjanci w jednym z wojewódzkich miast pracują na nielegalnych programach komputerowych. I sami dali się złapać. Okazało się, że w policyjnym komputerze były zdjęcia odzyskanych przez funkcjonariuszy obrazów. Dziennikarze zauważyli, że zainstalowany tam program komputerowy jest piracki. Pracownicy firmy, która sprzedaje licencje na ten program, nie ukrywali swego zdziwienia. Proponowali złożyć doniesienie na… policję, ponieważ słusznie uważali, że to przestępstwo” (s. 68 ).

i Największe??? – „W jednym z artykułów zamieszczonych w Internecie podano, że będzie dochodzenie w sprawie wyzysku pracowników. Autor dodał, że będzie to pierwsza w Polsce sprawa karna dotycząca systemu wyzysku pracowników. Z informacji prasowych dowiedzieliśmy się, że prokuratura okręgowa w Poznaniu poleciła wszcząć dochodzenie, w którym podejrzanym może być zarząd jednej z sieci supermarketów. Wszystko zaczęło się od tego, że była pracownica wygrała w sądzie pracy, ponieważ udowodniła, że kierownictwo sklepu zmuszało ją, pod groźbą zwolnienia, do pracy po kilkanaście godzin na dobę. Za nadgodziny nie płaciło jej i nie wykazywało ich w ewidencji” (s. 77).

„Tak więc nie wiem, jak Ty, drogi Czytelniku, ale ja na pewno wielokrotnie byłem złodziejem. To, że nie trafiłem za kratki, zawdzięczam tylko temu, że ROBIŁEM rzeczy społecznie akceptowane, a w chwili obecnej już nawet niezauważalne i nierozpoznawalne, czyli kradłem to, co większość kradła, nie zaś dlatego, że byłem lepszy od tych złodziei, którzy trafili za kratki. Nie byłem lepszy również od tych wielkich złodziei, za których uważa się polityków, mężów stanu i biznesmenów. Oni po prostu narażeni są na większe pokusy niż inni, mają większe możliwości.

Na dole BIERZE SIĘ rzeczy należące do innej osoby, które mają wartość 10 gr.
Na średnim poziomie ZAŁATWIA SIĘ rzeczy za 100 zł lub 1 000 zł.
Na „świeczniku” DEFRAUDUJE SIĘ już rzeczy za 100 000 zł lub 1 000 000 zł.
MECHANIZM DZIAŁANIA NA KAŻDYM POZIOMIE JEST JEDNAK DOKŁADNIE TAKI SAM.

Niech wielcy doktorowie, docenci i profesorzy nie mają mi za złe, że piszę to w taki nienaukowy sposób, ale czy w całej tej naukowości i badaniu cukru w cukrze nie doszliśmy do absurdu. Mamy tysiące ustaw, rozporządzeń, instytucji kontrolnych, kontrolerów, nadkontrolerów, nadnadkontrolerów i… jest coraz gorzej.

Nie kradnij – to po prostu nie kradnij i nie trzeba z tego robić doktoratu, wymyślać tysięcy przepisów”. (s. 123–124)


Nie jest to lektura, która pozwala na relaks i złapanie spokojnego oddechu. Od początku ta książka wzbudza jakiś dziwny niepokój, jakieś trudne do zakwalifikowania emocje. Chciałem przerwać czytanie, ale jakoś… nie mogłem. Gratuluję trafnego wyboru tematu, o którym w taki sposób chyba niewielu pisze. Owszem, często w mediach mówi się, krzyczy o „rozkradaniu” Polski. Po lekturze Pana książki nie sposób oprzeć się refleksji, że owo „rozkradanie” może mieć zupełnie inny, czasami bardzo zaskakujący, osobisty wymiar. Tyle mówi się i pisze o uczciwości. Z tego, co do tej pory przeczytałem, prawie nikt nie napisał o niej w taki sposób jak Pan.

Grzegorza Skałka
Redakcja PRODOKS
Wydawnictwo DEHON, Kraków 2006, s. 134