Podczas V Pielgrzymki Duszpasterstwa „Talent” do krakowskich Łagiewnik niezwykle interesujący wykład zaprezentował dr hab. Ryszard Stocki. Uwagę ponad 140 słuchaczy zwróciła nie tylko frapująca treść, ale i nietypowa forma wystąpienia. Wykładowca wcielił się w rolę polskiego przedsiębiorcę, współwłaściciela niewielkiej hurtowni, który ma niecodzienny problem. Jego wspólnikiem jest niejaki Karol Wojtyła, młody człowiek zafascynowany swoim wielkim imiennikiem. Interesuje się filozofią Wojtyły i chce jej wnioski wprowadzać w życie. W swoim monodramie gość „Talentu” mówił mniej więcej tak:

- Prowadzę biznes razem z Karolem Wojtyłą. Ale z tego wynikają same problemy! Pierwszy spór dotyczył tego, czym handlujemy. Karolowi nie podobała się zabawkowa broń. Uważa, że to propagowanie cywilizacji śmierci. Miał jeszcze kilka innych wątpliwości, które podsumował pytaniem: „Czy my bierzemy odpowiedzialność za to, czym handlujemy?”

W kolejnym sporze poszło o pracowników. Twierdził, że pracownicy muszą godnie zarabiać, tak żeby wystarczyło im na utrzymanie rodziny. Tłumaczę mu, że to rynek dyktuje wysokość płacy, a on dalej swoje. Mówił, że ludzie nie są zasobem, że mają być w pracy szczęśliwi. Ja myślałem, że pracują, aby być szczęśliwymi po pracy… Karol nie zgadza się również na nadgodziny, bo na tym cierpi życie rodzinne pracowników. Tłumaczę mu, że nie możemy zrezygnować z nadgodzin, bo przecież ciężarówkę trzeba rozładować. „No tak — zgodził się. Niech zatem mają wolne wtedy, gdy jest mniej pracy”.

Przy okazji wyszła sprawa ZUS‑u za nadgodziny. Twierdzi, że musimy płacić. Ja mu mówię, że to już za wiele i nie będę respektował bandyckich przepisów. A on na to: „A ile razy w tym roku protestowałeś przed sejmem?” No nie… to ja zamiast pracować, mam protestować? Ale on twierdzi, że albo jestem konformistą, albo zabiegam o zmianę niewłaściwych przepisów.

Wielka awantura wybuchła także wtedy, gdy Karol pokazał pracownikom raporty finansowe. Mówię mu: „Coś ty narobił!” A on na to, że jeśli pracownicy mają być zaangażowani w firmie, muszą się z nią identyfikować. „Sprawczość i odpowiedzialność idą w parze”. Spytał, czy chcemy mieć w firmie ludzi, którzy nie są za nic odpowiedzialni i na niczym im nie zależy.

Kolejną cechą, której u Karola nie mogę zrozumieć, to jego zamiłowanie do narad i dyskusji. O wszystko musi się spytać pracowników. Zamiast pracować, to my godzinami obradujemy. Mówi, żebym się nie denerwował, bo ludzie szybko nauczą się takiego sposobu funkcjonowania. Dla nich to bardzo ważne, bo każdy człowiek ma potrzebę uczestnictwa.

Kolejny konflikt był o złodzieja. Złapałem pracownika na kradzieży i chciałem go wywalić z roboty. A Karol: „Nie! Musimy mieć miłosierdzie! Jeśli się przyzna, przeprosi wszystkich i powie, jak spłaci to, co zabrał, może nadal pracować”. Od siebie dodałem jeszcze jeden warunek, że muszą się na to zgodzić wszyscy pracownicy w tajnym głosowaniu. I tak wiedziałem, że będą przeciwko niemu. Ten człowiek rzeczywiście się przyznał, a pracow-nicy zgodzili się, aby został. Chyba się pomyliłem…

Ostatnią swoją wypowiedzią Karol mnie rozśmieszył: zaproponował, abyśmy czytali książki, żeby więcej wiedzieć. Zaproponował Pełną partycypację w zarządzaniu Stockiego. To ma nam pomóc w nowoczesnym zarządzaniu firmą, które jest zgodne z antropologią Karola Wojtyły, przedstawioną w książce Osoba i czyn, a rozwiniętą w dalszym nauczaniu.

Takie jest życie z Karolem. Nie do końca rozumiem tę jego filozofię. Firma ledwo przędzie, a on wymyśla coraz to nowe zasady. Prawdą jest, że ludzie inaczej na nas patrzą. Widzą, że są traktowani inaczej niż w innych firmach. Możemy na nich liczyć, także w trudnych chwilach. Są wierni naszej firmie. Muszę przyznać, że choć biznes nie jest zbyt duży, to dzięki zasadom Karola Wojtyły czuję się wolnym człowiekiem, bo nie robię nikomu krzywdy.

oprac. ks. Przemysław Król SCJ na podstawie wykładu dra hab. Ryszarda Stockiego


Pełna partycypacja w zarządzaniuPełna partycypacja w zarządzaniu. Tajemnic