Jest niewątpliwym paradoksem, że zasady, które zostały wypracowane w odległej przeszłości, wciąż zachowują zadziwiającą świeżość, podczas gdy nowe ideologie znikają ze sceny życia jeszcze szybciej, niż się na niej pojawiły. Dowodu na to dostarcza książka G.K. Chestertona, która nosi znamienny tytuł Ortodoksja i takiemu zagadnieniu jest poświęcona. Obserwując różnorodność czasów i ich zmienność, angielski apologeta zauważa, że jeśli w starożytności heretyk zawsze chciał być uznawany za prawowiernego, to dzisiaj nawet najbardziej prawowierni noszą w sobie subtelną i osobliwą ambicję, aby przynajmniej wzbudzić podejrzenie, że są w jakiejś dziedzinie nieortodoksyjni. Wynika to przede wszystkim z braków w aktualnej wizji życia i kultury oraz z uporczywego poszukiwania inności i szczególności, które zostały uznane za najwyższe kryterium nowoczesności.
Tym, co dzisiaj interesuje ludzi, jest inność, i nie jest ważne, jak się ma ona do kwestii prawdy. Postępuje się naprzód w rytmie dialektycznym i różnicującym, bardziej oddzielając się niż wyróżniając, bardziej tworząc antytezy niż syntezy, nawet jeśli dużo mówi się o jedności wiedzy. Zainteresowanie budzą problemy praktyczne, alternatywy mające bezpośrednie zastosowanie, ortodoksja ze szkodą dla ortodoksji, a nawet często ją zastępująca. Rozważaniom nad zasadami absolutnymi i transcendentnymi towarzyszy posądzanie o poruszanie się w jakimś mitologicznym klimacie, który woła o odmitologizowanie. Niejednokrotnie religia jest redukowana do informacji racjonalnej lub psychologicznej, do etyki sytuacyjnej, do autonomicznego propagowania braterstwa i filantropii. Wydaje się niemal, że człowiek nie potrzebuje Boga, by czynić dobro, by kochać swego bliźniego. Tak bardzo przemilcza się konstytutywne relacje osoby ludzkiej z Bogiem i z innymi ludźmi.
Aby podkreślić znaczenie tego przewrotu kulturowego, Chesterton odwołał się do anegdoty. Otóż, na ulicy zrobiło się wielkie zamieszanie obok lampy na gaz, gdyż wielu wpływowych ludzi uznało, że należy ją zlikwidować. Na to wszystko przyszedł pewien mnich ubrany na szaro, któremu postawiono pytanie, co sądzi o tym przedsięwzięciu. Mnich w drętwy scholastyczny sposób usiłował udzielić odpowiedzi: „Bracia, zważmy przede wszystkim na wartość światła. Jeśli światło jest dobre w sobie…”. Usłyszawszy te słowa, wszyscy otwarli oczy ze zdumienia. Cóż on mówi? Przecież to jest kwestia praktyczna, a on chce filozofować. Szybko pozbyto się więc mnicha. Wszyscy rzucili się na lampę, którą w kilka minut przewrócili, gratulując sobie zmysłu praktycznego. Jednak równie szybko zdano sobie sprawę, że kwestia jest o wiele bardziej skomplikowana. Niektórzy przewrócili lampę, bo chcieli światła elektrycznego; inni, ponieważ chcieli pozbyć się starocia; jeszcze inni, ponieważ lubili ciemności, które ukrywały ich niegodziwość. Byli także tacy, którzy myśleli, że jedna lampa nie jest w ogóle potrzebna, oraz tacy, którzy chcieli po prostu zrobić na złość zarządowi miasta i uderzyć we władzę. Był wśród tych ludzi i ktoś taki, kto zamierzał po prostu coś zniszczyć, bo cieszy go niszczenie. „W ten sposób – kończy Chesterton – walczy się w nocy, nie wiedząc w kogo się uderza. Stopniowo i nieuchronnie, dzisiaj, jutro lub pojutrze, okaże się, że mnich miał rację i że wszystko zależy od filozofii światła”.
G.K. Chesterton jest bardzo aktualnym apologetą – aktualnym w polityce, administracji, moralności czy religii. Resentyment w stosunku do lampy na gaz doprowadził tamtych dziwnych obywateli do zniszczenia jej z bardzo różnorodnych i sprzecznych racji. Tymczasem nie można bez poważnej racji dokonywać posunięć liberalizujących zasady życia społecznego, jeżeli wcześniej nie ustaliło się, czym jest wolność. W przeciwnym razie dochodzi się do narzucenia innym prywatnych opinii (robiąc z opinii dogmaty, a z dogmatów opinie), które nie mają uzasadnienia nawet praktycznego. Zresztą sama możliwość wydawania opinii również wypływa z autentycznego pojęcia wolności. Dążenie do afirmacji wolności, opierające się na pozbawieniu jej fundamentów, bądź też propozycja moralności bez wartości absolutnych oznacza eliminowanie celu, który nadaje sens naszym czynom. Człowiek bez wartości absolutnych, moralnych i religijnych zostaje pozbawiony czegoś, co dla niego jest rzeczywiście istotne. Nawet jeśli jest obdarzony wysoką świadomością etyczną, to zawsze jest podobny do tego, kto usiłuje biegać, posługując się jedną nogą.
Te rozważania, wynikające ze zdrowego rozsądku, wydają się odpowiednie, gdy chcemy mówić o zaangażowaniu społecznym. Jesteśmy dzisiaj świadkami szaleństwa rozbijającego kulturę duszy, godność ludzką, a także samą cywilizację. Co więcej, uznaje się za osiągnięcie społeczne prawodawstwo szkodliwe dla moralności społecznej. Nie brakuje zaniedbań i interpretacji prawnych promujących złe obyczaje i wywołujących oskarżenia uwarunkowane ideologicznie, na przykład w dziedzinie „wolności słowa” oderwanej od oceny moralnej i często zmien