Uczniowie Jezusa, widząc jak często i gorliwie się modlił, pewnego dnia poprosili Go, by nauczył ich modlitwy (por. Ewangelia wg św. Łukasza 11,1–13). Ich prośba wypływała z głębokiej potrzeby, zawierała tęsknotę za tym, by upodobnić się do Mistrza, który sam się modlił. Potrzeba modlitwy zrodziła się więc na bazie ich więzi z Jezusem. To ważna wskazówka, by zrozumieć, dlaczego wiele osób nie odczuwa potrzeby modlitwy. Jej intensywność rośnie w miarę pogłębiania się naszej relacji do Boga. A z drugiej strony, intensywność naszego związku z Bogiem wpływa na dążenie do częstej i pogłębionej modlitwy.
Ta z pozoru niewiele znacząca prośba uczniów, okazała się jednym z najważniejszych wydarzeń w dziejach. Jezus, odpowiadając na nią, nauczył miliardy ludzi najwspanialszej modlitwy, która codziennie uświadamia nam, że jesteśmy dziećmi jednego Ojca i pozwala w pełnym zwierzeniu skierować do Niego siedem próśb. Próśb, które dotykają naszego życia duchowego i materialnego, naszej relacji do Boga i do bliźnich, próśb, które sprawiają, że musimy stanąć w prawdzie o nas samych przed Ojcem, który jest w niebie i przed ludźmi, którzy są na ziemi.
Z modlitwą jest ten problem, że każdy musi odkryć jej potrzebę indywidualnie i sam musi się jej przez całe życie uczyć. A więc, zapytajmy się, czy odczuwamy potrzebę modlitwy, czy z ufnością zwracamy się do Jezusa, aby nas jej uczył i czy modlitwa Ojcze nasz – przekazana nam przez Syna Bożego – kształtuje nasze życie.