Nie możesz słu­żyć Bogu i mamo­nie. Nie da się! Albo jed­no, albo dru­gie! To nie jest komu­nizm, to czy­sta Ewan­ge­lia! (Papież Fran­ci­szek)

Z upo­rem god­nym lep­szej spra­wy co rusz wra­ca się do tema­tu rela­cji chrze­ści­ja­ni­na do bogac­twa, choć o nie­bo lepiej było­by, gdy­by pod­no­szo­no raczej temat rela­cji wie­rzą­ce­go do two­rze­nia i obra­ca­nia dobra­mi ziem­ski­mi niż ich gro­ma­dze­nia. Zna­mien­ne, że temat ten pod­no­szo­ny jest przez samych wie­rzą­cych – wie­rzą­cych w to, iż wal­cząc z nie­chrze­ści­jań­ski­mi ste­reo­ty­pa­mi, robią dobrą rekla­mę Ewan­ge­lii. W rze­czy­wi­sto­ści jed­nak ani Ewan­ge­lia nie potrze­bu­je stę­pie­nia ostrza rady­ka­li­zmu, ani ucznio­wie odpo­wie­dzial­ni za łago­dze­nie nauki Mistrza nie poma­ga­ją innym w przy­ję­ciu ewan­ge­licz­ne­go orę­dzia, już raczej ujaw­nia­ją swój pro­blem: nie­moż­ność zaję­cia wobec wyma­ga­ją­cej nowi­ny jed­no­znacz­ne­go sta­no­wi­ska. Jeśli nie­wie­rzą­cy nie potrze­bu­ją uspra­wie­dli­wia­nia swo­je­go pożą­da­nia, wie­rzą­cy wciąż takie­go szu­ka­ją. Być może takie eks­hi­bi­cjo­ni­stycz­nie obno­sze