Z przełożonym generalnym Zgromadzenia Księży Sercanów ks. José Ornelas Carvalho rozmawia ks. Zbigniew Morawiec SCJ

Ojciec Generał jest człowiekiem, który zobaczył już kawał świata, pracował w różnych środowiskach, a na dodatek zarządza instytucją o światowym zasięgu. Można powiedzieć, że to swego rodzaju międzynarodowa „firma”. Jak z perspektywy swoich bogatych doświadczeń ocenia Ksiądz sytuację w globalizującym się świecie? Co w ten wielokulturowy i pluralistyczny świat możemy wnieść jako ludzie wierzący, jako Zgromadzenie?

Jako Zgromadzenie włączamy się w określony kontekst Kościoła, który – zanim jeszcze pojawiło się współczesne pojęcie globalizacji – posiadał już od dawna duże doświadczenie w działaniu na światową skalę. Będąc Zgromadzeniem działającym na różnych kontynentach, z natury tworzymy wspólnoty międzynarodowe. I to już jest wielka korzyść. Dlatego, że idee, jakie spotykamy, służą ubogaceniu naszego doświadczenia i wizji świata. Ważne, że jako Zgromadzenie poszukujemy zdolności utrzymywania jedności, solidarności, współpracy chociaż w różnorodności sytuacji, w jakich się znajdujemy. Jan Paweł II, mówiąc o globalizacji, stwierdzał, iż globalizacja sama w sobie jest dobra. A więc także Kościół szuka spojrzenia wielokulturowego, międzynarodowego. Z tego względu nazywa się katolickim.

A więc nie powinniśmy się obawiać globalizacji, posiadając dotychczasowe doświadczenia? Jesteśmy zdolni odpowiedzieć na wyzwania współczesnego świata?

Moim zdaniem problem jest następujący. Kontakt pomiędzy osobami czy kulturami jest sam w sobie pozytywny. Zależy jednak co się czyni z tym kontaktem. Przykładowo, działanie Kościoła, począwszy od wyjścia z Jerozolimy, posiada wymiar międzynarodowy, ponadkulturowy. Również system kolonialny otwierał na inne światy. Jednak jego cel różnił się do celów stawianych sobie przez apostołów Ewangelii.

Podobnie dzisiaj globalizacja otwiera nowe perspektywy i daje nowe możliwości, ale też stawia wobec nowych problemów i nowych zagrożeń. To, co teoretycznie zakłada termin „globalizacja” powinno dać nowe możliwości rozwoju wszystkim. W praktyce widzimy jednak, że rozdział miedzy krajami bogatymi a biednymi pogłębia się z biegiem lat. A to oznacza, że coś nie funkcjonuje prawidłowo. To, co dokonuje się w wielu rejonach świata, zwłaszcza na kontynencie afrykańskim, prowadzi do cofania się. Globalizacja sama z siebie, jako automatyczny mechanizm, nie rozwiązuje problemów. Podobnie jak do skorygowania błędów pierwotnego kapitalizmu potrzebna była wola polityczna, tak i dzisiaj jest ona niezbędna do naprawienia tego, co automatycznie samo nie funkcjonuje dobrze i prowadzi do nędzy.

A więc system, jeśli chce, jest w stanie skorygować mechanizmy i doprowadzić do naprawy sytuacji?

Oczywiści, jednak nie wierzę w automatyzm tego procesu. Historia i doświadczenie uczą, mówi zresztą o tym Jan Paweł II, że trzeba dać globalizacji serce. I to leży w interesie wszystkich. Nawet w krajach „bardziej kapitalistycznych” państwo musiało wprowadzać regulacje prawne dla właściwego rozwoju ekonomicznego. Na przykład prawo antytrustowe, które jest hamulcem dla mechanizmu, który gdy rozregulowany, jest szkodliwy dla tej samej ekonomii i prowadzi w następstwie do niesprawiedliwości. Trzeba oczywiście pamiętać o negatywnych doświadczeniach państw komunistycznych, w których centralizacja zarządzania przyniosła powszechną biedę, niszcząc ludzką inicjatywę. Potrzebujemy więc takiego systemu, który proponowałby coś, który byłby kreatywny we właściwy sposób, ale jednocześnie potrzebujemy regulacji tego systemu. To tak jak w ruchu drogowym. Można wypuścić samochody na ulice i powiedzieć jedźcie, a ruch drogowy sam się zorganizuje. Nie zorganizuje się sam, będzie bałagan, jeżeli nie będzie reguł gry, których wszyscy będą przestrzegać.

Mamy zatem mechanizm, mamy potrzebę a również możliwość pewnej jego regulacji, nie wychodząc jednak poza konieczne granice tej regulacji. Jaka mogłaby być rola Kościoła, rola Zgromadzenia, co my z naszej strony możemy wnieść do tego procesu?

Jako zakonnicy nie chcemy być specjalistami od ekonomii czy handlu. Staramy się być specjalistami od kontaktów między osobami. My dajemy jedną z rzeczy, moim zdaniem ciekawą, a mianowicie docieramy do ludzi będących u podstawy systemu. Bardzo często jesteśmy tam, gdzie bardzo odczuwa się biedę i nierówności systemów. My na tym poziomie, myślę, że jest to ważne, usiłujemy zwrócić uwagę na wartości osoby ludzkiej w tym systemie.

I nie można powiedzieć, że jest to hamulec dla rozwoju i gospodarki. Nie, prawdziwa gospodarka przynosząca sukcesy, to gospodarka respektująca prawa osoby. W przeciwnym razie przy tym systemie, przy tej różnicy Północ – Południe, cóż my robimy? Pozostawiamy problemy, które istnieją w Europie i w Stanach Zjednoczonych np. z emigrantami. A dlaczego mamy te problemy z emigrantami. Ponieważ są to ludzie zdesperowani, szukający nowych szans.

Gdzie tkwi przyczyna naszego zachowania?

Przyczyn należy szukać m.in. w systemie, który nie działa dobrze. Nie chcę powiedzieć, że wina jest po stronie krajów uprzemysłowionych, nie. Po większej części winę ponoszą s