Artykuł pochodzi z Czasu Serca nr 2/2014.


W domu warto mieć przynajmniej trzy słoiczki, a dziecku można pożyczać pieniądze na procent. To pomaga w oszczędzaniu i kontrolowaniu wydatków. O tych i innych aspektach zarządzania pieniędzmi mówi Artur Kalicki, lider Edukacji Finansowej „CROWN”, od 45 lat chrześcijanin, a od 23 lat świadomie żyjący w wierze, w rozmowie z Karoliną Krawczyk.
Skąd pomysł na edukację finansową w duchu chrześcijańskim?
W styczniu 2007 roku zostałem zaproszony na spotkanie, które prowadzili Amerykanie. Mieli mówić o finansach. Moja pierwsza myśl była taka: „Jedziemy robić kasę!”. Zaproszono nas do otworzenia działalności służby finansowej „CROWN” w Polsce. Pomyślałem sobie: „Panie Boże, widocznie coś ode mnie chcesz, skoro tu jestem”. W niedługim czasie zrobiłem kurs dla liderów i mówców. Lubię to, lubię przemawiać, bardzo dobrze się w tym czuję. W CROWN-ie prowadzimy kursy, konferencje o finansach oraz o pracy. Wszystko to oparte jest na Biblii. To nasz fundament w pracy.
Myślę, że w świadomości ludzi tkwi przekonanie, że Biblia – jeśli w ogóle mówi o pieniądzach – to raczej w taki sposób, że nie warto ich posiadać. Lepiej być ubogim, w tym sensie materialnym.
czas-serca-okladka
Pierwszy szok ludzie przeżywają, gdy w ogóle słyszą ten zbiór wyrazów: Biblia, pieniądze, biznes. To się gryzie. Często spotykamy się ze zdziwieniem typu: „To Pismo Święte coś wie na temat finansów?”. Prawda jest taka, że w Biblii mamy około 2350 wersetów o pieniądzach. Napisane jest tam (oczywiście podaję to w wielkim skrócie), że nie mamy mieć mało albo dużo. Mamy mieć tyle, ile nam Pan Bóg powierzy. Pieniądze są moralnie neutralne, więc to od nas zależy, co z nimi zrobimy.
Który fragment Pisma Świętego jest punktem wyjścia w Waszych konferencjach?
Najpierw uświadamiamy ludziom, że Pan Bóg powierza nam pewne dobro. On jest stwórcą. To, co mamy, nie jest naszą własnością, a jedynie czymś danym w zaufaniu od Stwórcy. To jest szokujące dla wielu ludzi. A my chcemy ustalić pewną hierarchię wartości. Najpierw Pan Bóg, a później reszta.
Porozmawiajmy teraz o pieniądzach w życiu dziecka. Warto dawać dzieciom kieszonkowe? Są jakieś „szczególne wytyczne” odnośnie do jego wysokości?
Mówi się, że miesięcznie powinno się dawać dziecku tyle złotych, ile ma lat. To dobry system. Ale jeśli postanawiam, że to kieszonkowe będzie wyższe, to mogę także wymagać od dziecka (szczególnie w wieku 15–18 lat), że część swoich potrzeb zrealizuje już z tych pieniędzy. Chodzi np. o zakup kosmetyków, biletów do kina, drobnych ubrań, słodyczy itd. Wtedy to kieszonkowe zamienia się w tzw. „utrzymaniowe”.
Jak można nauczyć dziecko oszczędzania?
Przede wszystkim nasze dzieci patrzą na to, jak my żyjemy. Jeśli widzą, że uczymy je odkładać pieniądze, a sami tego nie robimy, to na nic się zdadzą nasze wysiłki. Jeśli sami nie mamy tego nawyku, to dziecko nie zdobędzie go tak łatwo. Pieniądze trzeba odłożyć natychmiast po tym, kiedy je otrzymujemy, w tym samym momencie, kiedy planujemy wydatki na to, co konieczne – rachunki, zobowiązania kredytowe itd. Powiem, jak to wygląda z mojego doświadczenia. W naszym domu każde z dzieci ma trzy słoiczki: jeden na dziesięcinę – na Boży cel (chociażby wsparcie misji czy fundacji), do drugiego odkładamy 10% przychodów (młodsze dzieci odkładają kieszonkowe, starsze – już to, co zarobią), a w trzecim jest to, co zostaje na życie.
Czy prawdą jest to, że aby wyrobić jakiś nawyk, wystarczy powtarzać daną czynność przez 28 dni?
(śmiech) To zależy od książki, jaką aktualnie czytamy! Często jest tak, że co publikacja, to inna recepta na sukces. Tak naprawdę to indywidualna sprawa, ale mówi się, że 22 dni to minimum.
Możesz podać jedno zdarzenie ze swojego prywatnego życia, taki codzienny przykład edukacji finansowej dziecka?
Moje dziecko chciało raz pożyczyć ode mnie 2,50 zł na słodycze. Zarzekało się, że pieniądze odda w najbliższą niedzielę, bo wtedy będzie miało. Pożyczyłem, zaznaczając, że to na procent. Zażyczyłem sobie 3 zł do zwrotu i wyegzekwowałem to. To była pierwsza i ostatnia taka prośba mojego dziecka. Oczywiście mogą pojawić się głosy, że to za wysoki procent, że to zwykłe „zdzierstwo”. Nie to jest jednak istotne, ale raczej to, że dzięki temu dałem dziecku możliwość doświadczenia, iż przyjemności kosztują.
Nie boisz się zarzutów w stylu: „On wspiera fundację, żeby dla pozoru dzielić się pieniędzmi i zagłuszyć swoje sumienie”?
Nie. Pismo Święte wymaga ode mnie, żebym był wiernym zarządcą. Chcę być wolny od opinii innych ludzi. Sam muszę i chcę wiedzieć, czy to, co robię, jest słuszne. Życie w wolności od oceny drugiego człowieka i w zgodzie z własnym sumieniem to coś bardzo ważnego. Także w aspekcie finansowym pomaga to w rozwijaniu swoich talentów, a te są jednym z kluczy do osiągnięcia sukcesu, również materialnego.
Na naszych konferencjach staramy się zmotywować ludzi do tego, aby dążyli do bycia najlepszymi w swoim fachu. Nie na zasadzie „ja ci pokażę”, ale na zasadzie „wykorzystam ten talent jak najlepiej, bo wiem, że jestem zarządcą, a właścicielem jest ktoś inny”.
Mnóstwo młodych ludzi wyjeżdża, nie ukrywajmy – nie są to cele turystyczne. Wielka Brytania kojarzy nam się jednoznacznie z Polakiem na zmywaku. Czy rzeczywiście konieczne są zarobkowe wyjazdy zagraniczne?
Absolutnie nie trzeba wyjeżdżać. Jestem przekonany, że pracując zgodnie ze swoim talentem, możemy osiągnąć sukces również tutaj, na miejscu. Możemy zostać najlepszymi fachowcami nie tylko w swoim mieście, ale także rejonie, województwie czy kraju.
Czy jest jakieś uniwersalne przedsięwzięcie, które zawsze kończy się sukcesem, a które może dotyczyć każdego człowieka?
Oddanie życia Chrystusowi, a zyskanie nieba. To najlepsza inwestycja.