Wywiad z ks. Przemysławem Królem SCJ, przeprowadzony 10.01.2016 r. Rozmawiał brat Mateusz Kłosowski OFMConv


Przemysław Król SCJ od 2005 roku jest księdzem z Zgromadzeniu Księży Sercanów.
Od 2007 roku współprowadzi Duszpasterstwo Przedsiębiorców i Pracodawców TALENT, dzięki czemu ma bezpośredni kontakt z osobami z różnych branż, które łączy pragnienie poszanowania wartości w biznesie oraz troska o głębokie życie duchowe.
Duchowość ludzi biznesu – jaka ona jest, czym się charakteryzuje?
Przedsiębiorcy są to osoby „stojące na świeczniku” – odpowiadają za pracę ludzi, mają większy wpływ na kształtowanie rzeczywistości innych. Członkom naszego duszpasterstwa staramy się uświadomić, że od ich zachowania zależy także zachowanie innych, ponieważ to oni kształtują swoją firmę i promują pewne postawy. Powiedzenie mówi, że „ryba psuje się od głowy” – tak, to jest prawdą, ale prawdą jest również to, że poprawa także idzie od góry. Przedsiębiorca, wyznający pewne wartości, może je przeszczepić do firmy, którą prowadzi.
W duchowości ludzi biznesu istotne jest poczucie odpowiedzialności za ludzi, których im Pan powierzył, ponieważ biznes postrzegamy nie jako zarządzanie jakimś tam majątkiem, ale biznes to są przede wszystkim ludzie. Ktoś, kto decyduje się założyć firmę, decyduje się, że wejdzie w relacje z innymi. O tym mówi dokument papieskiej rady Iustitia et Pax, wydany w 2012 roku, pt.: „Powołanie lidera biznesu” stanowczo wskazuje przedsiębiorstwo jako wspólnotę osób. To myślenie nie pasuje do współczesnej koncepcji firmy, mającej być jedynie miejscem zarabiania pieniędzy. Kościół natomiast podkreśla, że jest wspólnotą ludzi, którzy mają sobie wzajemnie pomagać w rozwoju, także realizując cele finansowe, dając sobie jednocześnie utrzymanie.
Drugą myśl oprę na książce kanadyjskiego przedsiębiorcy Roberta Ouimeta „Wszystko zostało wam powierzone”, w której autor opowiada, jak odziedziczył po ojcu dużą firmę spożywczą, zatrudniającą kilka tysięcy osób. W pewnym momencie życia przejął się Ewangelią; chciał tę firmę sprzedać i majątek rozdać ubogim – konkretnie przekazać go na dzieła Misjonarek Miłości. Zanim tego dokonał, spotkał się z Matką Teresą z Kalkuty i opowiedział o swoim zamiarze. Matka Teresa, mając w perspektywie wiele milionów dolarów na swoją działalność, powiedziała: „nie możesz tego zrobić, ponieważ ta firma nie należy do ciebie. Nie możesz dysponować nie swoim majątkiem. Ta firma należy do Pana Boga, a tobie została powierzona w zarząd. Ty masz ją prowadzić, dawać pracę, dobre wynagrodzenie swoim ludziom, masz dawać dobre produkty swoim klientom”. To jest drugi aspekt – to, co człowiek posiada, jego firma, pieniądze, nie jest jego własnością. To wszystko jest talentem (stąd nazwa duszpasterstwo przedsiębiorców i pracodawców „Talent”), który został mu powierzony, aby nim zarządzać. Dzięki temu opieramy się wewnętrznej pokusie, aby uznać pieniądze za swoje, stając wobec przestrogi, że „bogaty nie wejdzie do Królestwa Niebieskiego”
Jaka jest zatem geneza Waszego duszpasterstwa, jak ono funkcjonuje i jaka jest rola duszpasterza w tak specyficznej grupie?
Pierwsze spotkanie naszego duszpasterstwa odbyło się w 1999 roku. Jego powstanie wiąże się z faktem, że nasz założyciel, o. Leon Jan Dehon, prowadził we Francji taką właśnie działalność. Uważał, że nie zmieni się sytuacji społecznej, gdy będzie się pracowało tylko z robotnikami – trzeba pójść także do tych, którzy dają pracę. Dlatego nasze zgromadzenie podejmuje tego typu pracę, by również pójść do przedsiębiorców, do tych, którzy odpowiadają za pracę innych, tworząc właśnie takie grupy duszpasterskie, które w żaden sposób nie są zamknięte. Nie są to typowe wspólnoty — raczej jesteśmy kręgiem, środowiskiem osób. Ludzie przychodzą do nas po to, by znaleźć specyficzne treści dotyczące sposobu prowadzenia biznesu przez katolickiego przedsiębiorcę. Przychodzą po to, czego im brakuje w duszpasterstwie ogólnym — kontekstu biznesu z perspektywy moralnej.
I tu dochodzimy do roli duszpasterza, którego rolą jest, jak każdego innego, prowadzić do Chrystusa. Zadaniem duszpasterza jest poznać te specyficzne problemy, z którymi przychodzą ludzie i w jakiś sposób poszukiwać odpowiedzi. To nie znaczy oczywiście, że jesteśmy w stanie podać ludziom gotową odpowiedź, jak mają postąpić. Ja unikam czegoś takiego, bo sytuacje w biznesie bardzo często są złożone, a ostatecznie tak naprawdę nie chodzi o prostą i łatwą odpowiedź, tylko o kształtowanie sumienia, by każdy sam umiał podejmować odpowiednie decyzje. Program duszpasterstwa na ten rok – „Reewolucja lidera”, jest to program rozwoju osobistego. I właśnie pierwszy temat dotyczy konfliktu wartości. Naszą rolą jest kształtowanie sumienia w tych specyficznych tematach związanych z biznesem, z etyką biznesu.
Tutaj dotknęliśmy problemu moralności, sumienia i etyki biznesu, który wydaje się być wiodącym. Jak można ten problem rozwiązać?
Prostych rozwiązań nie ma. Nawet więcej, my, jako księża, troszeczkę „zluzowaliśmy”, ponieważ na początku dawaliśmy więcej konkretnych rad, ale okazuje się, że bardzo często mamy za małe pojęcie o biznesie i nie da się tych naszych rad wprost zastosować. Dużą pomocą jest właśnie duszpasterstwo – grupa osób, które kierują się wiarą i mają podobne dylematy. Przez ich świadectwo, wiele osób zaczyna inaczej spoglądać na biznes. Podczas naszych spotkań skracamy część wykładową na rzecz tego, by ludzie jak najwięcej ze sobą rozmawiali, by mogli dotknąć konkretnych problemów i wspólnie poszukiwać odpowiedzi.
To można nazwać rozeznaniem wspólnotowym…
…tak. I to jest ważne, bo nie ma tu gotowych odpowiedzi…
…a nauczanie Kościoła…
…a nauczanie Kościoła jest bardzo ogólne, podaje pewne normy, wytyczne, pewne kierunki. Później powstaje problem, jak zastosować to do konkretnej sytuacji. Bardzo częsty przykład – pracownik, który jest alkoholikiem, a jednocześnie ma na utrzymaniu rodzinę. Właściwie trzeba byłoby go zwolnić, ponieważ naraża firmę na straty, może się przyczynić do wypadku przy pracy, nie można na niego liczyć, bo nigdy nie wiadomo czy w ogóle przyjdzie. Jednak przedsiębiorcy-katolikowi sumienie się odzywa, że powinien pomóc. I nie ma tu jednoznacznej odpowiedzi, ponieważ każdy przypadek będzie inny i inaczej będzie to rozwiązywane w przypadku pracownika biurowego, któremu można dać „77 razy” szansę, inaczej – gdy będzie to kierowca ciężarówki, która przewozi niebezpieczne substancje chemiczne. Nie ma tu prostych odpowiedzi i bardzo często dopiero w rozmowie przedsiębiorców, którzy dzielą się swoim świadectwem, człowiek dojrzewa do tego, jaką decyzję powinien podjąć w konkretnej sytuacji.
Mówiąc konkretnie, to „ogólne” nauczanie zawiera się w encyklikach społecznych, tu choćby nauczanie o pracy Jana Pawła II. Dużą pomocą jest dla nas wspomniany już dokument „Powołanie lidera biznesu”. To jest dotychczas jedyny dokument, który tak bezpośrednio i wprost porusza tematy związane z przedsiębiorczością. W tych dokumentach widzimy, że biznes to nie tylko pieniądze – to też wartości, to przede wszystkim ludzie. W naszej pracy ma także zastosowanie adhortacja „Christefideles laici”, ponieważ biznesmeni to ludzie świeccy.
Jak zatem ci biznesmeni – świeccy ludzie odnajdują się w tym Kościele, który ich „nie lubi”, a jednocześnie „bardzo lubi”?
Koordynator duszpasterstwa, ks. Grzegorz Piątek, rysuje takie satyryczne rysunki, których bohater nazywa się Prezes Cnota. Można powiedzieć, typowy polski przedsiębiorca.
I jest taki jeden rysunek, zatytułowany „Prezes dostrzeżony w Kościele” – stoi ksiądz  i przedsiębiorca ukradkiem podaje mu banknot. Bardzo często przedsiębiorcy dostrzegani są, gdy jest jakaś potrzeba. To jest błąd. My, w trakcie naszych spotkań, nigdy nie prowadzimy zbiórek, nawet na najbardziej szlachetne cele. Chcemy im uświadomić, ze przychodzą na nasze spotkania nie dlatego, że my liczymy na ich pieniądze, ale że to my, jako Kościół, mamy im coś ważnego do przekazania. To oni przychodzą, żeby brać.
Pracujemy z małymi i średnimi przedsiębiorcami. Bardzo często przekonanie, że ci ludzie mają pieniądze, to jest mit. Jeśli ktoś ma fabrykę, a jednocześnie kredyt na kilka milionów i nie wie, jakie będą kursy walut i czy za rok nie zostanie wprowadzony nowy podatek, i czy będzie miał na spłacenie tego kredytu, to pytam — on jest bogaty, czy ubogi? On przede wszystkim jest znerwicowany, bo nie wie, czy spłaci kredyt i czy Urząd Skarbowy mu nie zinterpretuje inaczej przepisów. My często oceniamy po pozorach – samochód, fabryka… Nie wiemy jednak ile i jakich zobowiązań ma ten człowiek. A przedsiębiorca musi podjechać dobrym autem, bo w środowisku obowiązują pewne standardy. Inaczej wypada z gry, jako człowiek niewiarygodny. Często więc samochód też jest na kredyt, by jako — tako się prezentować.
To są ludzie myślący, ludzie bardzo konkretni. Oni mają konkretne oczekiwania od Kościoła — chociażby co do nauczania. Dla księży mówić o ubogich, to jest wdzięczny temat, bo łatwo przychodzi. Tymczasem trzeba głębiej spojrzeć, że nie zawsze to szef wykorzystuje innych. Wielu chrześcijańskich przedsiębiorców najdłużej i najciężej pracuje w firmie, ponosi największą odpowiedzialność, za co mają prawo do wynagrodzenia. Niesprawiedliwym jest, że są oni potem bardzo negatywnie postrzegani. Wielu skarży się na „ubogich”, którzy przychodzą, bo im się należy godziwe wynagrodzenie, a zapominają, że są powołani także do uczciwej, rzetelnej pracy. Na kazaniach niestety nie usłyszymy  o rzetelności i uczciwości w pracy, tak jak nie usłyszymy, że Polska ma jeden z największych poziomów szarej strefy – nie usłyszymy o łapówkach, o ich przyjmowaniu ani dawaniu.
Relacja pracownik – pracodawca, także można popatrzeć dalej – klient, nabywca, nastawiona jest na zysk, na posiadanie. Jak zatem pogodzić panujący w świecie konsumpcjonizm z Radami Ewangelicznymi, które przecież obowiązują każdego chrześcijanina?
Nurt współczesności stoi w sprzeczności z Radami Ewangelicznymi. Możemy się temu przeciwstawiać przez duchowość przedsiębiorcy, jako zarządcy, który zostanie z tego rozliczony. Można być katolickim człowiekiem sukcesu, zdobywać pieniądze i pomnażać dobra, ale po to, by się tym wszystkim dzielić, by dostrzec Łazarza, który leży u bram.
Biznes zatem wpływa na kształt społeczeństwa, na poglądy ludzi i ich system wartości.
Koncepcje liberalne i materialistyczne narzuciły nam pewien model biznesu – model materialistyczny, gdzie najważniejsze są pieniądze. Naszą kontrpropozycją jest biznes jako wspólnota osób – najważniejsi są ludzie. Tu możemy wejść w dialog ze współczesnym światem nie przez to, że narzucamy im Ewangelię, ale przez znajdowanie wspólnej płaszczyzny dialogu opartego na godności człowieka. Wiele firm to podkreśla, wypisując nawet hasła, że najważniejszy jest człowiek. Różnie to bywa później w praktyce, aczkolwiek to żyje i drąży świadomość. Tu się pojawia CSR — Społeczna Odpowiedzialność Biznesu. Jest to kierunek w zarządzaniu, który uwzględnia poszerzone wartości – pracowników, lokalne środowisko, środowisko naturalne. Budując na godności człowieka jesteśmy w stanie wejść w dialog właśnie z tymi świeckimi nurtami, by ten świat wartości wprowadzać do biznesu.
Są owoce Waszej działalności?
Są trudne do zmierzenia. Poza tym naszą rolą, jako duszpasterzy, nie jest mierzenie efektów. Naszą rolą jest robić to, co do nas należy — rozpoznawać potrzebę, jaką Pan Bóg stawia przed nami i w tym obszarze działać jak najlepiej. My siejemy, a ufamy Bożej opatrzności, że będzie to przynosić efekty, choć rzeczywiście wiem, że dzięki naszej pracy wiele osób inaczej spojrzało na biznes. To po ludzku cieszy i uświadamia, że warto.